Tam powinno być nowe życie.

Opowieść o Barbarze Salach, numer stoczniowca 70,096 | Archiwum Wspomnień Stoczniowca

Odcinek VI

Tam powinno być nowe życie.

Opowieść o Barbarze Salach, numer stoczniowca 70,096.

Podcast: posłuchaj rozmowy z Barbarą Salach.

Pani Basia od wolności zawsze była uzależniona. – Nawet jak sobie na rowerze jeżdżę, zwłaszcza z górki, jak zjeżdżam, to wtedy sobie nóżki wyłożę, wiatr mi buzię smaga i wtedy czuję się naprawdę wolna – śmieje się.

Zdarza się jej się dojechać na rowerze z Przymorza, gdzie mieszka, do stoczni. – Jak były drzwi otwarte to weszłam do nas. I tak sobie myślałam – tu pracowałam, tu pracowałam, no szkoda. Takie coś mnie nachodziło. No ale teraz już nie ma tego obiektu. Chociaż powiem panu, że sama ta nazwa – Stocznia Gdańska – to już człowiek się wzrusza, wie pan, bo ja tam kupę lat zostawiłam, prawda? I tych młodych lat, i późniejszych.

abiega o tę wolność i uważa, że jednym ze sposobów na zapewnienie sobie takiego samopoczucia jest polubienie tego, co się robi. A w stoczni robota ciężka była. Gdy opowiada, jak się do niej zabierała, brzmi, jak przodownica pracy. Od pierwszego dnia pracy w stoczni towarzyszył jej entuzjazm. – Koszula, cały kombinezon, buty, kask i ten hełm… już się ubrałam i na statek. I wie pan pierwsze co, to jak weszłam na trap (wie pan, trap prowadzi na statek, nie?) to taka byłam wystraszona i mówię – Boże, ja zaraz tu spadnę. Bo ten trap to tak tu idzie, a później wzdłuż burty, a tu woda. Jezu kochany, wie pan, no dla mnie to była wszystko nowość, prawda?

Bardzo by chciała, by w tej, czy innej formie te tereny odżyły. – I tak sobie myślę, że stoczniowcy też tak będą myśleć, tylko już coraz mniej tych ludzi jest. Teraz jedziemy tramwajem i co my widzimy? Gruzy, kupa gruzu. W tej chwili to obraz nędzy. A tam powinno nowe życie być! Miejsce byłoby super atrakcyjne. I z punktu historycznego i z całego punktu, bo to w końcu Gdańsk. A w Gdańsku żyć to człowiek jest dumny. Ja jestem dumna, że tutaj mieszkam.

Jest też dumna ze swojego udziału w Sierpniu ‘80. Robiła coś, bez czego żaden strajk by się nie udał. Kanapki!

– Pamiętam kiedyś, jak taka kronika była, i tak pokazywali, ooooo, jak mówię – tam jestem z kobietami kanapki robimy, a to wie pan, tak stoły stały, tak jak się wchodziło do sali… teraz jest przerobiona ta sala BHP trochę. Tak się wchodziło i tutaj te stoły stały, a tym były te, co oni później tam podpisywali te porozumienia… no, pamiętam, pamiętam…