Dzieci stoczniowców.

Archiwum Wspomnień Stoczniowca

Odcinek VIII

Dzieci stoczniowców.

Choć w stoczni nie bywali, doskonale wiedzieli, co to znaczy życie stoczniowca. Wiedli je przecież i przeżywali po swojemu. W trudnych czasach.

Podcast: posłuchaj rozmowy.

Nie wiem, dlaczego bohaterowie filmu “Stoczniowcy. Ludzie z tła” nie rozmawiali z dziećmi o swoim udziale w protestach i strajkach w stoczni. W gruncie rzeczy nie rozmawiali z nimi również zbyt często o samej pracy. Może było to tak oczywiste, że nie wymagało dodatkowych słów? A może wręcz odwrotnie – trudno było te wszystkie doświadczenia opisać słowami? A może najzwyczajniej, po przyjściu do domu byli już tak wszystkim zmęczeni, że woleli oddać się milczeniu, albo – wcale nie tak znowu nieprzyjemnej – prozie domowego życia?
Na pewno jest tak, że stocznia była dla bohaterów filmu miejscem szczególnym; czymś o wiele ważniejszym od zwykłego miejsca pracy. Tam się spędzało pół życia przecież, albo i nawet jeszcze więcej. Za szczelnie odgradzającym stocznię od wszystkiego innego murem znikali nad ranem, żeby wyjść po południu (w najlepszym razie). Stocznia ich absorbowała w pełni. Stanisław Broniś wspomniał w wywiadzie, że po pracy niemal nie opuszczał stoczniowego kina Panorama. Nic dziwnego – trzeba przecież jakoś odreagować pracę, w której zimą, żeby zejść z pokładu należało się od niego odspawać, bo buty z podkówkami przymarzały, a latem traciło się na słońcu parę litrów potu. Uzależnił się od westernów. To znaczy, że wszystkie te godziny spędzone wtedy z Gregorym Peckiem, Johnem Waynem, czy Henrym Fondą, Agnieszka i Paweł – jego dzieci, mogły spokojnie spisać na straty. Z drugiej strony, jest pewnie wiele dzieci stoczniowców, które pozazdrościłyby Bronisiom takiego akurat uzależnienia głowy rodziny. Poza tym jeśli dorosłe dzieci patrzą tak na ojca, jak Paweł i Agnieszka dziś patrzą na Stanisawa, to znaczy, że musiał być dobrym ojcem.
Pewne jest też to, że udział w filmie otworzył na wspomnienia nie tylko moich bohaterów, ale i ich rodziny, w tym szczególnie ich dzieci. Nagle okazało się, że podzielenie się swoimi wspomnieniami i uczuciami dotyczącymi dzieciństwa dzieci stoczniowców, jest ważne również dla nich. Byli przy tym równie życzliwi i otwarci, jak ich rodzice. Jakby rozumieli, że udział w tym filmie może być nie tylko szansą na utrwalenie wspomnień, ale i rodzajem terapii. A traum trochę mają.
Większość z nich pamięta nieludzko wczesne pory, o których ich rodzice wychodzili do pracy. Część pamięta poczucie braku, jakie tym wyjściom towarzyszyło. Część ma żal; może nawet nie tyle do rodziców, co do stoczni, że odseparowała ich od mamy, czy taty. Albo obojga. Część zauważa, że ta ciężka praca pozwoliła na zapewnienie bytu na względnie wysokim, jak na tamte warunki, poziomie. Biedy w domu nie było. A premię można było przeznaczyć na nową wieżę hi-fi albo video. Oczywiście jeśli w ogóle były do kupienia.
Jeśli prawdą jest, że stocznię tworzyli nie tylko sami stoczniowcy, ale ich rodziny, choćby poprzez pogodzenie się z wyrzeczeniami, które niosła z sobą ta praca, to tworząc Archiwum Wspomnień Stoczniowca nie sposób nie pochylić się nad dziećmi tych ludzi. Pierwszy raz i z pewnością nie ostatni.